Sobotni mecz pomiędzy Kamykiem a Nową Wsią, który został nazwany przez gospodarzy "Wielkimi derbami" zakończył się wygraną Pogoni 6:2. Pomimo tego, że była to dopiero 3-kolejka nowej rundy Gospodarze, można by rzec, grali o przysłowiowe "Być albo nie być". Obydwie drużyny od początku rundy wiosennej zanotowały na swoim koncie po dwie porażki. Sparta przegrała z drużyną Kłomnic 0:2 oraz z Cykarzewem 1:3. Pogoń natomiast przegrała mecze z Lgotą 0:3 i 7:0 z Kłomnicami. Statystycznie więc Spartanie byli w lepszym położeniu, tym bardziej że w meczu na jesień pokonali Pogoń 3:1. Można było się domyśleć, że ewentualna kolejna porażka tej drużyny w dodatku podwójnie ze Spartą, mogłaby strasznie pokrzyżować plany nowego zarządu, a nawet zapoczątkować koniec całej drużyny. Wobec powyższego nie dziwiła Spartan frekwencja Pogoni w dniu meczu oraz nowe twarze zawodników, którzy przybyli specjalnie na ten mecz. Spartanie tak naprawdę już zdążyli się przyzwyczaić do takich sytuacji, gdzie sąsiednie drużyny nie raz stawały na głowie, aby zgromadzić cały optymalny skład w jednym celu- wygranej z Nową Wsią. I tak też się stało w Wielką Sobotę, chociaż w pierwszej połowie wcale na to nie wskazywało, tym bardziej że to Spartanie pierwsi wyszli na prowadzenie i to już w 4min po rzucie wolnym Dawida Witkowskiego.
Kolejne minuty pierwszej odsłony mogły podobać się dużej ilości kibiców zgromadzonej w tym dniu, a szybki jej przebieg wzbudzał dużo emocji. W 13 min. gry nieprzypilnowany zawodnik Pogoni zdołał oddać strzał z dystansu i pokonać naszego bramkarza. Ten gol zapewne obniżył wysokie ciśnienie działaczom jak i wiernym kibicom Pogoni, ale w tamtej chwili nikt jeszcze nie przewidywał porażki Spartan, tym bardziej że świetnie radzili oni sobie przede wszystkim w środku pola, co konsekwencją było stwarzanie dogodnych sytuacji podbramkowych.
Niestety niewykorzystane 2 setki, które mogły zadecydować o zwycięstwie Spartan, a co najmniej o remisie zemściły się w drugiej odsłonie tego spotkania, ale zanim do niego doszło, Pogoń otrzymuje w 41 min. prezent od Spartan w postaci gola samobójczego. Piłka odbita od pięty jednego z obrońców zmieniła kierunek lotu piłki i bramkarz był bez szans na obronę. 2:1 to nie koniec świata, ale bramka do szatni na pewno dała więcej wiary w zwycięstwo gospodarzom. Właśnie z takim nastawieniem wyszli na drugą połowę zawodnicy Pogoni. Dodatkowo strzały oddawane w światło bramki były naprawdę imponujące i niełatwe do obrony.
Gdyby Spartanie w drugiej połowie zagrali identycznie jak w pierwszej, wynik zapewne byłby inny. Niestety po utracie 3 bramki zawodnicy z Nowej Wsi postawili wszystko na jedną kartę, a odkrycie się spowodowało kolejne straty bramkowe. Wzmocniona linia ofensywy Spartan miała oczywiście szanse na kojne trafienia, ale dzisiejsze problemy z wykończeniem akcji nie pozwoliły na zbyt wiele. Zapewne zabrakło w dniu dzisiejszym naszego napastnika D.Turka, który niestety musiał pauzować za kartki jak również M. Kasprzyka czy Ł.Całusińskiego. W 82min. udało się co prawda strzelić drugiego gola, ale to za mało, aby w dniu dzisiejszym można było pokonać tak licznie zgromadzoną ekipę Pogoni. Drugim trafieniem popisał się nowy nabytek Sparty Vasyl Sypko. Otrzymał on doskonałe podanie od Sebastiana Kotyli, który dwoił się i troił, aby odnieść zwycięstwo.
6:2 to wynik z boiska, ale czy będzie on zatwierdzony przez Komisję weryfikacyjną rozgrywki, okaże się po świętach. Oczywiście nie jest to złośliwa uwaga, ale ostatnie 2 spotkania Pogoni, które zostały zweryfikowane jako niewłaściwe z zasadami gry, przykuły uwagę komisji i zapewne będą szczegółowo rozpatrywane. Dla nas samych informacja ta była przyjęta z wielkim zdziwieniem, tym bardziej że nowy doświadczony zarząd miał stanąć na wysokości zadania i nie powtarzać już podobnych sytuacji.
Oczywiście nic tak nie cieszy jak wygrana na boisku, ale w naszym wypadku nie pogardzimy ewentualną niespodzianką w postaci walkowera.
Korzystając z okresu świątecznego po meczu, zawodnicy Sparty zostali zaproszeni przez właścicieli restauracji „Casablanca” Magdaleny i Karola Kuś na przysłowiowe „stuknięcie jajkiem”. Obiadokolacja pozwoliła na szybkie zapomnienie niekorzystnego wyniku i zresetowanie akumulatorów przed kolejnym meczem z Libidzą.
Dziękujemy Sponsorowi za kolejny gest, który podtrzymuje wspaniałą atmosferę panującą w tym klubie od dłuższego czasu, a jednocześnie jeszcze bardziej ją wzmacnia. Jesteśmy przekonani, że z taką atmosferą wyniki przyjdą niebawem.