Ligowa inauguracja na własnym boisku nie ułożyła się po myśli Spartan. Wiosenna premiera zakończyła się porażką 1:2, choć do wyrównania zabrakło dosłownie kilku minut. Gdy w doliczonym czasie gry udało się zdobyć kontaktową bramkę, nadzieja na punkt odżyła. Niestety, sędzia wkrótce potem zakończył spotkanie, a my zostaliśmy z niedosytem.
Pierwsza połowa – za mało odwagi i pomysłu
Przez pierwsze 45 minut brakowało pomysłu na rozmontowanie szczelnej defensywy gości. Metal bronił się wysoko i skutecznie, nie przepuszczając naszych zawodników w pole karne. Oddaliśmy zaledwie jeden strzał – to zdecydowanie za mało, by myśleć o zdobyciu bramki.
Tymczasem nasza defensywa sama stwarzała sobie problemy. Na szczęście między słupkami stał tego dnia dobrze dysponowany Oleh Holenko, który kilkukrotnie ratował zespół. W jednej z interwencji został mocno poturbowany, co wymusiło przerwę w grze.
Pierwszą bramkę straciliśmy już w 10 minucie, po dużym błędzie obrońcy. W sytuacji zagrożenia przejęciem piłki przez przeciwnika, nasz stoper skierowany w stronę własnej bramki zamiast wybić futbolówkę poza boisko, postanowił wymusić faul. Sędzia jednak puścił grę, co w konsekwencji skończyło się utratą gola.
Po przerwie początkowo nic się nie zmieniało. Metal Rzeki Wielkie nieco odpuścił, ale wciąż stwarzał niebezpieczne sytuacje i utrudniał życie naszej defensywie. Po kilku zmianach w szeregach Sparty gra się nieco ożywiła, ale wciąż brakowało strzałów i sprawdzenia umiejętności bramkarza rywali.
W 56. minucie błąd popełnił tym razem nasz pomocnik – źle wymierzył kroki i w dodatku obrał zły kierunek, co skutkowało przejęciem piłki przez rywali i zdobyciem drugiego gola. 0:2.
Dopiero w końcówce Sparta ruszyła do ataku. Zepchnęliśmy Metal do defensywy, a w doliczonym czasie gry Leonid Fabishevskyi zdobył bramkę kontaktową. Niestety, na odrabianie strat zabraliśmy się zbyt późno. Kto wie – gdyby mecz potrwał jeszcze kilka minut, być może zespół trenera Lewandowskiego zdołałby pokonać po raz drugi bramkarza z Rzek. Niestety, po otrzymaniu drugiej żółtej kartki przez naszego zawodnika Davida Tinuoye oraz zamieszaniu przy linii bocznej, sędzia postanowił zakończyć spotkanie.
Dużo walki, mało futbolu
Mecz obfitował w faule i przerywniki. Metal przyjechał z jasnym celem – udowodnić, że jesienna lokata nie była przypadkowa, a Sparta nie zamierzała położyć sie przed rywalem, szczególnie u siebie. Niestety, w tym starciu górą byli goście, a kibicom nie dostarczono wielu powodów do radości.
Sparingi to jedno, a liga to drugie – tu liczy się przede wszystkim skuteczność i odpowiedzialność. Trener Lewandowski wciąż szuka optymalnego zestawienia, które pozwoli wykorzystać potencjał drzemiący w drużynie. Na efekty trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
Za tydzień wyjazd do Kruszyny. Ostatni mecz w tej miejscowości przyniósł Sparcie zwycięstwo 0:2. Czy uda się powtórzyć ten wynik i zdobyć pierwsze punkty? Mamy nadzieję, że tak. Czas pokaże.