Kmicic Kruszyna – Sparta Nowa Wieś 3:2. Walka, emocje i niedosyt po kolejnej porażce

Kmicic Kruszyna – Sparta Nowa Wieś 3:2. Walka, emocje i niedosyt po kolejnej porażce

Drugi ligowy mecz wiosennej rundy Spartanie rozegrali w Kruszynie z tamtejszym Kmicicem. I choć spotkanie stało na wysokim poziomie – szybkie, energiczne, pełne walki i emocji sięgających zenitu – to niestety znów nie udało się zrealizować minimum planu. 

 

Pierwsza połowa – szybkie straty i błyskawiczna odpowiedź

Gospodarze otworzyli wynik około 30. minuty. Zawodnik Kruszyny, z dość dużego kąta po prawej stronie pola karnego, zaskoczył naszego bramkarza efektownym lobem. 1:0.

Spartanie odpowiedzieli błyskawicznie. Nowy nabytek Sparty, Jakub Frydrych, z zimną krwią wykorzystał sytuację, w której większość uczestników meczu spodziewała się już gwizdka sędziego po faulu na jednym z naszych zawodników. Piłka jednak trafiła pod nogi Frydrycha, a ten, nie czekając na decyzję arbitra, precyzyjnym uderzeniem z około 25 metrów umieścił ją w lewym rogu bramki. Bramkarz Kmicica nie miał szans na interwencję. 1:1.

Wydawało się, że za moment przechylimy szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Mieliśmy jeszcze kilka dogodnych sytuacji, ale do przerwy wynik nie uległ już zmianie.

 

Druga połowa – sinusoida emocji

Niestety, druga połowa znów rozpoczęła się źle dla Sparty. Około 5. minuty po wznowieniu gry straciliśmy kontrolę nad piłką przy linii bocznej. Przeciwnik błyskawicznie przejął inicjatywę, po dwóch podaniach futbolówka wylądowała w polu karnym, a nasz obrońca fauluje zawodnika Kmicica. Sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr. Gospodarze wykorzystali karnego i ponownie wyszli na prowadzenie 2:1.

Spartanie nie zamierzali jednak składać broni. Kilka minut później kolejna szybka akcja i znów mogliśmy cieszyć się z remisu! Radość przyniósł nam kolejny debiutant – Jakub Kaczmarek (astasta Szymon Bilich), który strzałem z bliska doprowadził do wyrównania 2:2. Wydawało się, że Kmicic traci siły, a my dostaliśmy skrzydeł. Rozpoczęliśmy śmiałe ataki na bramkę przeciwnika, szukając gola na prowadzenie.

 

Gorzka pigułka w końcówce

Niestety, dobrze zorganizowana linia obrony Kruszyny wraz z bramkarzem skutecznie odpierała nasze ataki. Aż w 70. minucie przyszła chwila nieuwagi. Szybka kontra gospodarzy, dośrodkowanie z prawej strony boiska w obręb pięciu metrów, a tam jeden z zawodników Kmicica trafił piłkę głową, zmieniając jej lot. Po raz trzeci musieliśmy wyciągać piłkę z siatki. 3:2.

W ostatnich minutach obie strony miały jeszcze kilka ciekawych sytuacji podbramkowych, ale wynik nie uległ już zmianie. Końcówka zrobiła się nerwowa – zarówno na boisku, jak i poza nim. Gospodarze, widząc, że Spartanie nie dają za wygraną, próbowali przeciągać grę, grając na czas. I to im się udało.

 

Co cieszy? Coraz lepsza twarz zespołu

Mimo porażki, jest kilka powodów do optymizmu. Pozyskując trzech nowych zawodników, zaczynamy grać lepiej i skuteczniej. Widać, że drużyna powoli łapie chemię, choć na pełne zgranie potrzeba jeszcze czasu. Czy go wystarczy, by wydostać się ze strefy spadkowej? Mamy nadzieję, że tak.

Szkoda tylko, że wzmocnienia dotarły tak późno. Szkoda, że trener Lewandowski nie mógł testować optymalnego składu podczas sparingów. Ale jesteśmy dobrej myśli – z każdym meczem powinno być coraz lepiej.

Jedno na pewno cieszyło trenera – frekwencja. Tym razem miał do dyspozycji nie tylko wartościowych zawodników na boisku, ale również bogatą ławkę rezerwowych. Łącznie na mecz stawiło się 20 graczy. Niestety, nie wszyscy mogli zostać wpisani do protokołu – co nie należy do przyjemności ani dla kierownika, ani tym bardziej dla trenera. Mamy jednak nadzieję, że osoby, które musiały obejrzeć mecz z boku, zrozumieją powagę sytuacji. Każdy z nas ma przecież jeden cel – odbić się wreszcie od dna tabeli.

 

Za tydzień niestety nie będzie łatwiej. Znów gramy na wyjeździe i to nie z byle kim. Sparta zmierzy się z Liswartą Popów – zespołem, który wraz z Liswartą Krzepice walczy o awans. To może być niezwykle cenna lekcja, szczególnie dla nowo pozyskanych zawodników. Liczymy na dobre widowisko i nieco więcej szczęścia niż miało to miejsce do tej pory.

Walka trwa. Do końca sezonu daleko.