Trzeci mecz z rzędu na wyjeździe i czwarta porażka wiosny. Tym razem Spartanie ulegli rywalowi z którym powinni wygrać i choć w poprzednich spotkaniach potrafiliśmy postraszyć wicelidera z Popowa, to w tym meczu zabrakło jakości, która pozwoliłaby myśleć o korzystnym wyniku.
Nie można powiedzieć, że zabrakło walki – zawodnicy starali się, grali ambitnie, ale samo to w dzisiejszym meczu nie wystarczyło. Problem leżał gdzie indziej: niedokładne podania, brak pokazywania się do gry i zbyt długie oswajanie się z boiskiem sprawiły, że nasza gra wyglądała po prostu źle. Zawodnicy grali obok siebie, a nie ze sobą – brakowało zrozumienia i czytania zarówno zamiarów przeciwnika, jak i własnych kolegów.
Nie obyło się również bez prezentów co w tym sezonie robimy doskonale, jesteśmy po prostu mistrzami w tej dziedzinie. Najpierw dajemy rywalowi rzut karny, później niefortunnie rozegrany rzut wolny kosztuje nas utratę drugiej bramki. W międzyczasie udaje nam się zdobyć jedynego gola – Kyrylo Murzak trafia po asyście Szymona Bilich, ale to było zdecydowanie za mało, by myśleć o jakimkolwiek korzystnym wyniku.
Prawda jest jednak taka, że meczów o punkty nie wygrywa się wymówkami. Żeby liczyć się w walce o przetrwanie, spotkania takie jak to trzeba po prostu wygrywać. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Mamy wciąż tylko 4 pkt więc wiosna dla nas jest krótka, a cała grupa jest bardzo wyrównana.
Czas na ciężką pracę na treningach i odbudowanie się mentalnie przed kolejnym starciem. Najwyższy czas zapunktować.